jacektacik.pl

Sztuka to jabłko. MoMA w Nowym Jorku

Plastikowy filar. Na nim – zielony owoc. Podpis: jabłko. Autorka instalacji: Yoko Ono, żona Johna Lennona. Setki tysięcy turystów z całego świata – przy okazji pobytu w Nowym Jorku – odwiedzają Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Manhattanie. Jabłko – przynajmniej na razie, bo jest częścią wystawy czasowej – to jego ważniejszy punkt. O co w nim chodzi? Prawie nikt nie wie, ale co z tego? W MoMA po prostu trzeba być. Bo wypada.

Muzeum powstało w 1929 roku z inicjatywy żony Johna D. Rockefellera. Znajduje się zresztą przecznicę od Rockefeller Center. Ogromny kompleks budynków, w których są eksponaty z pogranicza architektury, filmu, mediów i fotografii. Bilet: 25 dolarów, ale jest sposób, żeby dostać go za darmo. W każdy piątkowy wieczór, po odstaniu dwukilometrowej kolejki (sic!), zwiedzanie MoMA jest gratis.

Od czasu, kiedy w sprzedaży znalazły się komórki z aparatami, zamiast przyglądać się, kontemplować, zapamiętywać, robi się masę bezużytecznych zdjęć, do których i tak prawie nigdy się nie wraca. Bez smartfona – jak mniemam – nie chodzi się do MoMA. Za chwilę samo fotografowanie eksponatów zostanie uznane za sztukę.

Co to jest sztuka nowoczesna? Oprawione w ramki poszczególne strony książki telefonicznej z hiszpańsko-brzmiącymi nazwiskami, albo kosmyk włosów przyklejony do białej kartki. To także seria zdjęć witryn podupadłych zakładów i sklepów ze Stanów Zjednoczonych. To mogą być również blade pośladki Lennona. Ktoś (tylko kto?) decyduje, że coś jest sztuką lub nią nie jest?

Sztuka nowoczesna jest trudna, bo jest i jej nie ma. Większość ze zwiedzających nowojorskie muzeum może mieć po jakimś czasie problem z odróżnieniem „krzesła eksponatu” od „krzesła do siedzenia”. W MoMA rzeczywistość odrealnia się.

Muzeum Szutki Nowoczesnej odwiedza rocznie półtora miliona turystów. Idą, bo inni już byli (tak, należę do tej grupy). Samonakręcający się marketing. Nikt nie powie, że nie warto, bo nie wypada (od tej grupy już się odcinam). Wypada za to iść i zrobić komórką trochę zdjęć. Może czasem zastanowić się nad sensem wystawionego eksponatu. No bo o co chodzi z zielonym jabłkiem? Że czas przemija, a może stoi w miejscu?

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

komentarze 3

  1. Eunika - 10/08/2015 11:52

    Uważam, że sztuka jest czymś indywidualnym, oczywiście są kanony, ale dla mnie jest to coś, co poruszy moje emocje. Gdy trafię na coś takiego, to staram się tym delektować.

    Odpowiedz
  2. Magdalena - 20/08/2015 18:26

    Przypomniał mi Pan pewną sytuację.
    Kilka lat temu podczas „Nocy Muzeów” przekroczyłam mury Warszawskiej ASP, mijając kolejne prace (jedne piękne inne wysoce niezrozumiałe dla mnie- prostego człowieka) zauważyłam mężczyznę, który bardzo namiętnie wpatrywal się w gaśnicę wiszącą na ścianie. Po dłuższej chwili do ów mężczyzny podszedł pan z ochrony, który również obserwował sytuację. Z nieukrywaną flustracją wykrzyczał „Stary, to zwykła gaśnica,nie gap się tak”.
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  3. zosia - 21/09/2015 11:56

    Ciekawe dlaczego ludzie nie negują lub nie podważają sensowności fizyki kwantowej,
    skoro większość osób jej nie rozumie.

    Trzeba się przygotować do odbioru sztuki, czy współczesnej czy klasycznej.

    Polecam:
    http://wyborcza.pl/1,112588,10287125,Dlaczego_nie_rozumiemy_sztuki_wspolczesnej_.html

    Odpowiedz

Skomentuj