jacektacik.pl

To oni zawiedli: Martella i Priore

Rosario Priore i Jacek Tacik / © Wydawnictwo Literackie

Jeśli na placu Świętego Piotra padły trzy strzały, a dwie kule pochodziły z pistoletu Mehmeta Alego Agcy, jedna musiała zostać wystrzelona z broni należącej do… No właśnie, kogo? Na to pytanie miał odpowiedzieć Ilario Martella, a po nim Rosario Priore.

Agca został skazany w ekspresowym postępowaniu na karę dożywocia za próbę zabójstwa papieża. Nie apelował. Przyznał się do winy. Przysięgał, że był samotnym wilkiem, ale włoska prokuratura nie uwierzyła. Ruszyło kolejne śledztwo. Martella stanął na jego czele. Miał zbadać powiązania Agcy z grupami przestępczymi. I wpadł na „ślad bułgarski”, który mógł prowadzić do Moskwy.

Priore był jedynym śledczym, który dotarł do Orala Celika, przyjaciela Agcy z Turcji, członka Szarych Wilków, który miał być na placu Świętego Piotra w momencie zamachu na papieża, i który miał w nim uczestniczyć. Zdaniem Martelli to on był drugim zamachowcem. Zdaniem Priore – był nim ktoś inny.

Rosario Priore z książką „Zamach” / © Wydawnictwo Literackie

Dużo tutaj hipotez i znaków zapytań, ponieważ ani Martella, ani Priore nie zdołali zebrać twardych dowodów, żeby doprowadzić do skazania wspólników Agcy.

Spotkałem się z nimi kilka razy. Ostatni raz – cztery dni temu. Pokazałem elektroniczną wersję mojej książki, do której udzielili mi wywiadów. Na pytanie, czy są rozczarowani, a przede wszystkim źli na siebie, mieli gotową odpowiedź: „Prokurator jest od zbierania dowodów, a nie od skazywania podejrzanych”.

Ilario Martella z książką „Zamach” / © Wydawnictwo Literackie

Ich prawdy o zamachu różnią się diametralnie. W jednym są jednak zgodni: zachodnim służbom zależało, żeby storpedować śledztwo. Dlaczego? Zgodzili się szczegółowo odpowiedzieć na to pytanie w mojej książce – „Zamach”. To była ich spowiedź.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Skomentuj